Pana Jana Wyborczego ubezpieczeniowe przypadki (29)

Pan Jan Wyborczy wrócił właśnie z urlopu, o czym nie omieszkał mnie natychmiast powiadomić.

- Chyba natychmiast bierzemy się do roboty – stwierdził – podejrzewam, że znajdzie się trochę tematów w działalności naszych firm ubezpieczeniowych.

I jak zwykle pan Wyborczy miał rację. Od jakiegoś czasu klienci PZU i Warty zgłaszali problemy z właściwym odczytywaniem otrzymywanych przy zgłoszeniu szkody kartek z kalkulacjami , czyli z opracowywanymi przez likwidatorów tych firm kosztorysów napraw uszkodzonych pojazdów.

Kiedyś, gdy zdemolowany w wypadku samochód obejrzał rzeczoznawca powołany przez ubezpieczyciela wystawiał dokument funkcjonujący pod nazwąProtokół oględzin pojazdu”

Obok danych naszego auta znajdowały się w nim dwie rubryki : „pozycje do naprawy i do wymiany” W tych pozycjach likwidator zapisywał, elementy samochodu, które jego zdaniem można naprawić i proponował tam określoną liczbę roboczogodzin, oraz elementy, które jego zdaniem bezapelacyjnie nadają się tylko i wyłącznie do wymiany.

Protokół taki był niezwykle czytelny i pozwalał na natychmiastowy sprzeciw, lub co najmniej dyskusję w sytuacji, gdy nie zgadzaliśmy się z kwalifikacją likwidatora. Na ogół nie chcieliśmy napraw, bowiem nasze samochody, nawet te bardziej leciwe, zasługiwały przecież na kilka nowych części. Czytelność tych protokółów sprawiała, że nawet pani magister z apteki oraz wiecznie roztargniony pan profesor ichtiologii doskonale orientowali się w tym, co firma ubezpieczeniowa zamierza zrobić z ich samochodami. Przy obecnych kalkulacjach jest to niemożliwe. Osoby, które nie maja do czynienia z systemami Audatex nie będą potrafiły odczytać zawartych w kalkulacjach danych. Kiedyś zapytałem w PZU, dlaczego nie wręczają klientowi protokółów ? Otrzymałem poufałą odpowiedź, że firma ubezpieczeniowa sporządza kalkulację na własny użytek i za własne pieniądze, a klient może sobie zapisywać, co mówi likwidator w momencie oględzin i kwalifikacji uszkodzeń pojazdu. No cóż, rada jest dobra, a jeśli do tego skończyliśmy kurs stenografii, a kwalifikator nie ma wad wymowy, to może wszystko jest w porządku.

Zastanawia mnie jednak podejście do problemu firmy ubezpieczeniowej. W warunkach AC PZU i Warta zastrzegają sobie wprost prawo do wykonania oględzin przez własnych ekspertów lub na własne zlecenie. Jeżeli przy tym zachowana jest tajemnica sposobu kwalifikacji, to jest to działanie niezupełnie poprawne. Jeżeli przeciętny klient musi udać się do fachowców, aby  mu przetłumaczyli, co „wysmażyła” firma ubezpieczeniowa i nie zgodzi się z tym, to jaka mu pozostaje droga ? Podpowiadam, wykonać oględziny na własny koszt u niezależnego rzeczoznawcy. Wtedy według zapewnień ubezpieczycieli taka eskpertyza może być przez nich wzięta pod uwagę.

Pisałem już wcześniej o wątpliwościach, które rodzą się z konieczności wykonywania oględzin powypadkowych tylko i wyłącznie u ubezpieczyciela. Przecież jest on materialnie zainteresowany obniżeniem wysokości odszkodowania. I rzeczywiście, porównanie dokonywanych kosztorysów „zależnych  i niezależnych” świadczyć może w wielu przypadkach o stronniczości dokonywanych kalkulacji. Ponadto kwalifikowanie niektórych z elementów do naprawy zamiast do wymiany znacznie obniża wysokość szkody. A szacowanie takie opiera się nie tylko na wiedzy, ale przede wszystkim na „odczuciach” rzeczoznawcy. Tak więc przedstawienie klientowi tylko kalkulacji w sposób określony wpływa na wysokość odszkodowania. Jednocześnie ktoś, komu takie wyliczenie zaproponowano i udało mu się je porównać straci zaufanie do etatowych likwidatorów tej firmy, a później, gdy jego próba wyjaśnień okaże się bezskuteczna, także do całej firmy ubezpieczeniowej.

W kalkulacjach naprawa PZU mamy określoną ilość jednostek naprawy i ceny wymienianych elementów. Warta natomiast poszła znacznie dalej. Z kalkulacji zostają wykreślone ilości roboczogodzin i ceny części. Nie zostaje jednak usunięta kwota wynikowa. Otrzymujemy bez mała „białe kartki” kalkulacyjne z kwotą, w ramach której klient powinien się zmieścić z naprawą. Przyznam, że nie bardzo wiadomo, co należy naprawić, ile godzin przyznano na naprawę poszczególnych elementów. Dosyć czytelne jest jedynie to, jakie części przyznano do wymiany. Nie jest podana jednak ich cena. Zgadzam się, że zadaniem kalkulacji jest określenie wysokości poniesionej straty. Po uszkodzeniu pojazdu dwie strony, a więc ubezpieczyciel w imieniu własnym lub sprawcy oraz poszkodowany, winni zawrzeć ugodę, co do wysokości odszkodowania. To właśnie poszkodowanemu przysługuje przywilej określenia rozmiaru poniesionych strat. Firma ubezpieczeniowa ma prawo do weryfikowania takich roszczeń zgodnie z przepisami prawa i do zaproponowania odszkodowania. Dojść w ten sposób może do ugody. Według wyjaśnień  uzyskanych w Warcie właśnie temu służą „białe kartki”.

Towarzystwo założyło sobie, że warsztat naprawczy potrafi sam określić rozmiar uszkodzeń i koniecznych do zastosowania ilości jednostek naprawczych. Sporządzona przez niego kalkulacja naprawy jest więc dokładnie rozpatrywana i weryfikowana. Nie oznacza to jednak, że wyliczenia warsztatu nie będą uznane. Takie stanowisko byłoby dobre, gdyby warsztaty potrafiły w wielu przypadkach stanowczo egzekwować swoje prawa. Tak jednak nie jest. Wielu z warsztatowców przywiązuje zbyt wiele wagi do „układnych rozmów” z Wartą a sporządzoną przez nich kalkulację traktują jako końcową i ostateczną. Nie muszę mówić, że również w tych kalkulacjach można dopatrzyć się wielu niedokładności lub po prostu braków.

Może się zdarzyć, że odszkodowanie może być znacznie niższe od należnego.

Jeśli  problem zakładów naprawczych winien być rozwiązany przez nich samych, to nadal zostaje nie załatwiony problem poszkodowanego, który chciałby uzyskać godziwe zadośćuczynienie za swoją stratę a samochód naprawić z pomocą brata lub nie naprawiać go wcale.

Sporządzona kalkulacja winna zawierać właściwy rozmiar szkód , do usunięcia których potrzebna jest określona kwota. Czy  poszkodowany będzie naprawiał samochód, czy też nie, należy pozostawić to jemu. Kosztorys musi zawierać podstawowe ustalenia z oględzin pojazdu, przedstawione w taki sposób, aby były czytelne dla każdego poszkodowanego. W kosztorysie tym powinno się również wyszczególnić, jakiego rodzaju dokonano odliczeń.

Warta dokonuje na przykład znacznej amortyzacji części, co z kalkulacji wcale wprost nie wynika. Amortyzacja taka może  wcale nie mieć zastosowania, ale poszkodowany nie ma szans na wyjaśnienie tego problemu.

Dlatego w sytuacji, gdy powstaną jakiekolwiek wątpliwości, co do wyliczeń firmy ubezpieczeniowej namawiam do korzystania z usług niezależnych rzeczoznawców.

Krzysztof Kołodziejczak

Biuro Pomocy Poszkodowanym



Premium Wordpress Themes